W poniższym artykule została opisana katastrofa maratońska, która miała miejsce 22 kwietnia w Wiedniu. Opis relacji jest oparty na faktach, a osoby w nim opisane autentyczne.

sobota 21 kwietnia, na dzień przed katastrofą…

07:00 Dzwoni budzik. Piotr T budzi się i sięga po telefon. Wyłączając budzik sprawdza od razu pogodę na niedzielę. Wciąż naiwnie wierzy, że coś jeszcze może się zmienić. Niestety fakty są brutalne, 27 C i bezchmurne niebo. Sfrustrowany wstaje, pakuje resztę rzecz i wyrusza w podróż do Wiednia, po drodze zabierając swoją dziewczynę Olgę T.

13:00 Bohaterowie docierają do Wiednia. Żar leje się z nieba, a termometry wskazują prawie 30 C w cieniu. Piotr chcąc mieć pewność, że będzie jutro dobrze nawodniony bez umiaru pije płyny, a do tego pożera ogromne ilości pożywienia. Jak się później miało okazać to duży błąd…

14:00 Bohaterowie meldują się w wynajętym apartamencie naprzeciwko miejsca gdzie hodowana jest marihuana. Piotrowi  przechodzą przez głowę myśli, że może rozsądniej byłoby się zjarać tą marihuaną niż na tym słońcu. Sfrustrowany pije i je coraz więcej.

15:00 Piotr oraz Olga docierają do biura zawodów i odbierają pakiety startowe. Świadkowie twierdzą, że widzieli ich również w tym dniu nad rzeką Dunaj, gdzie pili bliżej niezidentyfikowane napoje. Jeden ze świadków twierdził, że była to woda kokosowa. Zważywszy na to, że Piotr T znany był z nawadniania się tym właśnie płynem prawdopodobnie była to prawda. Jak twierdził woda koksowa zawiera najważniejsze elektrolity, które sprawiają, że bardzo szybko nawadnia i zaspokaja czy uzupełnia poziom minerałów w organizmie.

19:00 Para dociera do wynajętego mieszkania i po raz ostatni była widziana w tym dniu.

Niedziela 22 kwietnia, dzień katastrofy

05:40 Piotr T budzi się zaraz przed budzikiem, wstaje i zalicza poranną toaletę. Zaraz po toalecie pije dużo wody z cytryną i przygotowuje ostatnią „wieczerzę”. Jak przed każdym wyścigiem są to dwie bułki z miodem. Zaraz po śniadaniu Piotr bierze zimny prysznic. Głównym celem tego nieprzyjemnego rytuału jest porządne rozbudzenie organizmu. Uwierzcie, nawet najmocniejsza kawa tak nie rozbudza z rana. Po prysznicu Piotr udaje się do kuchni, spotyka tam Olgę T. jedzącą śniadanie. W tym dniu Olga również bierze udział w wyścigu, z tym że na dystansie połowy maratonu. Kolejnym rytuałem Piotr T. przed każdym biegiem jest spożycie BCAA oraz izotoniku, tak też robi w tym dniu. Bojąc się upału nasz bohater wypija dodatkowo pół litra wody kokosowej.

7:30 Nasi bohaterowie udają się w stronę startu. Już o tej godzinie było tak ciepło, że nie potrzebowali żadnego dodatkowego odzienia poza strojem startowym. Nie wróżyło to niczego dobrego…

7:50 Toaleta.

8:10 Rozgrzewka. Podczas lekkiego biegu Piotr łapię się za prawy bok. To może oznaczać tylko jedno – kolka. Jest to zapowiedź zbliżającej się katastrofy. Próbując pozbyć się “kłującego” problemu Piotr wykonuje kilka ćwiczeń oddechowych i wygląda na to, że pożar zostaje tymczasowo ugaszony.

8:40 Próba skorzystania z ostatniej toalety, bezskuteczna. Na tak dużych imprezach biegowych kolejki do toalet są większe niż kolejki za mięsem w czasach komuny. Pobliskie drzewko zostało podlane…

9:00 Start. Piotr T. wybiega z pierwszej strefy startowej, przebija się przez tłum ludzi i włącza tempomat. Zakładane tempo na ten bieg i na te warunki pogodowe to 3:43 – 3:45/km. Przez pierwsze kilometry trasa przebiegała przez park, gdzie było dużo cienia i nie było można odczuć jeszcze upału. Niestety już od początku biegu coś nie grało, a był to napompowany, ciężki brzuch. W głowie naszego bohatera już od początku biegu musiał rysować się czarny scenariusz, a klęska była tylko kwestią czasu. Niestety maraton jest na tyle długim dystansem, że bezlitośnie zweryfikuje każde niedociągnięcie. Jeśli nie wybiegasz odpowiedniej liczby kilometrów w przygotowaniach do maratonu to wiedz, że po 30km nogi zaczną odmawiać posłuszeństwa. Jeśli źle się odżywiasz na kilka dni przed maratonem to wiedz, że energii Ci nie wystarczy do końca. Jeśli masz źle dopasowane buty, to spodziewaj się sporych odcisków lub obtarć. Jeśli wystartujesz za szybko to maraton się o to upomni i zbuduje Ci ścianę. No i w końcu jeśli się przejesz za bardzo przed maratonem to nie spodziewaj się, że twój układ trawienny będzie działał prawidłowo. Tak stało się w przypadku Piotra T. Kilka dni przesadnego ładowania węglowodanami i wypijanie hektolitrów płynów musiało nieźle zmasakrować żołądek biegacza. Na taki dyskomfort nie można sobie pozwolić przed maratonem! Owszem powinno się jeść więcej węglowodanów, ale mimo wszystko umiar też powinien być zachowany. Nigdy żadna skrajność nie jest dobra.

09:40 Piotr T. wraz z małą grupką innych biegaczy wybiega z parku prosto na patelnie. Słońce już o tej godzinie dawało nieźle popalić. Momentalnie wszystkim tempo zaczęło spadać, a nasz bohater jako, że nie lubi pół środków i nawet przez chwilę nie brał pod uwagę opcji poddania życiówki biegł dalej swoje. W tym czasie zmieniał aż trzy razy grupy, z którymi mógłby biec wspólnie. A robił to nie dlatego, że mu się nie podobały, tylko dlatego, że się rozpadały i ostatecznie pozostał tylko z jednym biegaczem na polu bitwy.

Jeśli chcecie dowiedzieć  się co dokładnie dzieje się z organizmem podczas biegu w upale zachęcam do przeczytania o bardzo ciekawym eksperymencie, który znajdziecie pod tym linkiem.

Dla tych, którzy nie mają czasu na ten artykuł wklejam dwie tabelki, które mówią wszystko i mogą się przydać do ustalenie tempa, gdy traficie na upał:

  • Idealne warunki kontra upał:

  • Jak upał wpłynie na Twój wynik?

Źródło: https://www.runners-world.pl/trening/Bieganie-w-upale-Jak-reagujesz-na-wysoka-temperature,5003,2

10:00 Tempo zaczyna drastycznie spadać, a nasz bohater z grymasem na twarzy uciska prawy bok. Ból musiał być przeraźliwie duży ponieważ Piotr T. nie walczy teraz już tylko o utrzymanie tempa, ale również o oddech.

10:10 Koniec! Piotr T. nie jest wstanie kontynuować dalej biegu i ze spuszczoną głową, truchtem dobiega do mety półmaratonu.

Około godziny 12:00 Na metę dobiega Ola T z czasem netto 01:53:47. Jak ona to zrobiła w tych warunkach pogodowych to ja nie wiem… Ten dzień zdecydowanie należał do niej!

A na zakończenie kilka wniosków jakie wyniosłem z tego nieszczęsnego maratonu:

  •  Po raz ostatni zastosowałem ładowanie węglowodanami przed startem. Na tydzień przed maratonem przez pierwsze trzy dni jemy tylko białko i tłuszcze, a przez kolejne trzy dni praktycznie same węglowodany. Jak dla mnie to jest dość ryzykowane. Nie odżywamy się w taki sposób na co dzień i organizm różnie może zareagować. Tak jak stało się to w moim przypadku.
  •  Przed ostatni raz wybieram maraton pół roku wcześniej. Dlaczego przed ostatni? Bo już zadeklarowałem się na Amsterdam i ma jechać tam z super grupą ludzi. Pozdro dla RUNHOGS Tychy!  A dlaczego nie chce wybierać maratonów tak szybko? Ponieważ jest to bardzo ryzykowne. Przez niemal pół roku poświęcamy się treningom, katujemy się, wszystko pod to ustawiamy, wkładamy w to tyle serca i ostatecznie przez sytuację losową może wszystko szlak trafić. Możemy na tydzień przed startem się rozchorować, mogą się nam trafić naprawdę kiepskie warunki pogodowe, albo złapiemy jakąś lekką kontuzję. Jeśli zależy nam na biciu życiówki i aktualnie biegamy głównie dla wyników to nie pozostawiajmy nic przypadkowi. Przykładowo na maraton w Wiedniu zapisałem się kilka miesięcy wcześniej. Taka wycieczka nie zalicza się raczej do tanich i ciężko było mi już zrezygnować, jako że wszystko było opłacone. Gdybym wybrał jakiś maraton w Polsce to nie miał bym z tym problemu i mógłbym pobiec gdzieś za tydzień lub w miejscu gdzie jest po prostu chłodniej. Poza tym polskie maratony chyba póki co podobają mi się bardziej niż te zagraniczne.
  •  Nigdy więcej nie nastawiam się już na konkretny wynik. Na niższym poziomie ma to może sens, ale na obecnym już nie. Tempo jest już tak kosmiczne, że ciężko cokolwiek zakładać bo wszystko może się wydarzyć. Naprawdę, bieganie w tempie 3:40min/km a na przykład 4:00min/km to jest kosmiczna różnica. W zasadzie już od początku czuje się trudy biegu, a trzeba przecież wytrzymać przez ponad 42 kilometry. Tym bardziej nie potrafię sobie wyobrazić tego jak najlepsi na świecie są wstanie pobiec maraton tempem około 3:00min/km. KOSMOS! Oczywiście nie zmienia to faktu, że dalej moim głównym celem biegowym jest złamanie 2:30 w maratonie.

Co do samego startu jeszcze. Żałuję, że nie mogłem ukończyć tego maratonu, ale najzwyczajniej w świecie nie byłem wstanie. Kolka była tak silna, że miałem problemy z oddychaniem, a jeszcze godzinę po biegu czułem jakbym wszystkie wnętrzności miał powykręcane. To nie była zwyczajna kolka, która przechodzi po kilku głębszych oddechach, tylko coś o wiele gorszego. Nikomu tego nie życzę. Z pozytywów, nie przebiegłem maratonu, więc nie potrzebuję długiego okresu regeneracji. Prawie od razu mogłem wrócić do treningów. A jak będą wyglądały teraz moje treningi oraz jakie są teraz moje cele dowiecie się już w kolejnym artykule.