Pierwszą część sezonu 2018 mogę uznać za zamkniętą. Było trochę sukcesów – 2 rekordy życiowe (10km – 35:30, półmaraton 1:17:27) oraz jedna, ale za to duża porażka, czyli nieukończony maraton w Wiedniu. Muszę siebie pochwalić za to, że bardzo dobrze zniosłem tą porażkę. Wywróciłem się, od razu wstałem, otrzepałem się i ruszyłem dalej.

Oczywiście przed wznowieniem treningów skontaktowałem się najpierw z moim trenerem. Przesłałem mu nowy rozkład jazdy, czyli plany startowe oraz cele, na których chciałbym się skupić najbardziej w drugiej części sezonu.  Jeśli chodzi o starty to na chwilę obecną planuję pobiec w następujących biegach:

  • 10 czerwca – Kęcka Piątka. To będzie mój pierwszy start w życiu na tym dystansie i nie bardzo wiem czego mogę się spodziewać. Wstępnie planuje zakręcić się w okolicach 17 minut.
  • 17 czerwca – V Bieg Wyrski (10km). Tutaj na pewno zaatakuje złamanie 35 minut. Zawsze marzyłem o tym żeby kiedyś pobiec 10km w czasie poniżej 35 minut i teraz będę miał szansę to zrealizować! Myślę, że taki wynik jest już jak najbardziej w moim zasięgu.
  • 14 lipca – IV Bieg Świerczyniecki (10km). Jeśli 17 czerwca uda mi się złamać 35 minut to w tym biegu po prostu postaram się jak najbardziej zbliżyć do 34 minut i wskoczyć na podium. W tym biegu nie ma nagród za miejsca w kategorii wiekowej, więc będzie trzeba mocno powalczyć o miejsce w kategorii open.
  • 28 lipca – Rudzki Półmaraton Industrialny. Tutaj chciałbym zahaczyć się w granicach 1:14. Trochę to jeszcze odległy termin, więc zobaczymy jaka będzie forma.
  • 2 września – Tyski Półmaraton. Niczego jeszcze nie zakładam, zbyt odległy termin.
  • 21 października Amsterdam Maraton. Tak jak wyżej, ciężko jeszcze coś zakładać. Oczywiście chciałbym powalczyć o złamanie 2:30. Będzie to najważniejszy dla mnie start i mam nadzieje, że tym razem wyjdzie o niebo lepiej niż maraton w Wiedniu (hmmm w sumie gorzej i tak być nie może).

Plany jak zwykle są bardzo ambitne, ale myślę że w moim zasięgu. Biegam dopiero trzy lata, a tak na poważnie to może z niepełne dwa, więc wierzę, że mogę jeszcze wiele rzeczy poprawić i wytrenować. Oczywiście najbliższa przyszłość wszystko zweryfikuje, czy mam jeszcze spory bufor, czy raczej jestem już blisko ściany fizjologicznej.

Warunkiem koniecznym do realizacji mojego głównego celu jest poprawa szybkości. Na pewno nie uda mi się zbliżyć do czasu 2:30 w maratonie dopóty dopóki bieganie w tempie 3:35/km nie stanie się dla mnie w miarę komfortowe (na chwilę obecną takie tempo jest u mnie raczej progiem) i dopóki nie poprawię się na krótszych dystansach. Razem z trenerem doszliśmy do wniosku, że właśnie na tym elemencie biegowym powinniśmy się u mnie skupić najbardziej, nawet kosztem skrócenia typowego treningu maratońskiego. Pomimo tego, że jest to dość ryzykowane, to osobiście pomysł podoba mi się bardzo. Dlaczego? Z dwóch powodów. Po pierwsze i najważniejsze, młodszy już nie będę i z każdym rokiem szybkość będzie mi coraz ciężej poprawić. Jest to ostatni dzwonek. Można, więc to przyrównać do pewnego rodzaju inwestycji, która na pewno zwróci się w przyszłości. Wytrzymałość można poprawiać jeszcze przez wiele lat, szybkość już niekoniecznie. Logicznym, więc się wydaje, że póki jesteśmy młodsi to warto więcej czasu poświęcić na rozwijanie szybkości i startować na krótszych dystanasach. Z perspektywy czasu żałuję, że od razu rzuciłem się na bieganie maratonów, a nie krótszych dystansów. Usprawiedliwić mogę się jedynie tym, że na początku mojej kariery biegowej o niczym nie miałem pojęcia. Ba! Nawet nie wiedziałem, że się tak wkręcę w tą dyscyplinę i tyle jej poświęcę.

Podsumowując, tak właśnie będzie wyglądała moja najbliższa przyszłość biegowa. A to jak będą wyglądały moje przygotowania w szczegółach oraz starty dowiecie się już niebawem. Póki co trzymajcie kciuki!