Pomimo tego, że w roku 2018 poprawiłem się na wszystkich dystansach to nie zaliczam go do zbyt udanych. Wspominając większość moich startów w tym roku na mecie zazwyczaj czekał na mnie zimny prysznic i rozczarowanie. W zasadzie nie udało mi się zrealizować ani jednego biegowego celu, a na domiar tego sezon zakończyłem moją pierwszą kontuzją w życiu. Takim właśnie „miłym” akcentem rozpoczynam podsumowanie roku 2018.

Na szczęście mnie porażki nie demotywują, a wręcz zachęcają do jeszcze bardziej wzmożonej pracy. Dlatego też w rok 2019 wchodzę z jeszcze większą motywacją i siłą! Kończący się rok nauczył mnie bardzo wiele i wierzę, że zaprocentuje to w kolejnym.

Nie będę w tym wpisie robił retrospektywy całego roku bo jest ona już zawarta w poprzednich wpisach. Wylistuję tutaj tylko to czego nauczył mnie ten rok, rzucę kilka liczb oraz pochwalę się kilkoma życiówkami (jednak jest i jakiś pozytyw).

Fakt 1 – stagnacja:

Rok zacząłem z przytupem od dwóch życiówek. Pierwsza na dystansie 10 km ustanowiona w Biegu Wiosennym w Chorzowie (35:30) oraz druga, od razu tydzień później w Krakowie w Biegu Marzanny na dystansie półmaratonu z czasem 1:17:28. Niestety na dystansie 21,097 km już się nie poprawiłem w tym roku, a dyszkę tylko o 4 sekundy we Wrocławiu w Biegu Medyka. Tak dużej stagnacji nie zaliczyłem  nigdy.

Wnioski:

– Brakuje mi szybkości oraz odpowiedniego przygotowania motorycznego żeby poprawiać się na krótszych dystansach.

– Treningi tylko z umiarkowaną intensywnością pod krótkie dystanse dla osoby na moim poziomie jest kardynalnym błędem. Startując na dystansie 10 km bywało, że już po drugim kilometrze byłem „zapowietrzony”. Brak treningów VO2max oraz progowych przyczyniło się wręcz do regresu formy.

Fakt 2 – perypetie z kolkami:

W tym roku pobiegłem dwa maratony i na obu złapała mnie kolka po wzięciu żela. Co prawda, to jeśli chodzi o pierwszy maraton to nie tylko żel się do tego przyczynił, ale podczas drugiego myślę, że już tak.

Wnioski:

– Prawie w ogóle nie jem żeli podczas treningów, przez co organizm nie jest do tego przyzwyczajony. Będąc na dużym zmęczeniu praca jelit nie wygląda już tak jak powinna i skutkuje to „kolką”. Element zdecydowanie łatwy to poprawy.

Fakt 3 – tak źle i tak niedobrze:

Pomimo tego, że pod koniec drugiej części sezonu w końcu udało mi się odnieść jakiś sukces w postaci nowej życiówki w maratonie (2:39) to myślę, że też nie do końca dobrze trenowałem. Szczyt formy przyszedł dużo wcześniej niż powinien. Myślę, że spanikowałem po słabym pierwszym sezonie i chciałem zbyt szybko odbudować formę.

Wnioski:

– Mniej mocnych treningów w ciągu jednego tygodnia! Bywało, że dowalałem do pieca dwie bardzo mocne jednostki treningowe i dwie średnie. Do tego sypiałem po 6-7 h przez co organizm nie miał szansy tego przetrawić.

– Większa różnorodność treningów. Organizm powinno się bodźcować w różny sposób, jakoś go zaskoczyć, a nie cały czas serwować znane schematy treningowe.

Fakt 4 – daleko od celu:

Ostatni sezon pokazał mi, że jestem jeszcze daleko od mojego głównego celu, czyli złamania 2:30 w maratonie. Co prawda maraton w Amsterdamie mógł mi wyjść o co najmniej  2 minuty lepiej, gdyby nie kolka i kontuzja, ale to wciąż bardzo daleko od celu. Poza tym też nie ma co zwalać na to winy bo jakby nie patrzeć to również jakiś element niedotrenowania.

Wnioski:

– Przygotowując się do kolejnego maratonu zbyt wiele nie zmienię w swoim bieganiu. Poprawię może jeszcze trochę swoją wytrzymałość i utnę przy dobrych okolicznościach z 3 minuty od ostatniego wyniku. Postanowiłem więc nieco zmienić strategię działania i rezygnuję z wiosennego maratonu. Będę przygotowywał się pod krótsze dystanse!

– Zmieniam też całkowicie podejście treningowe. Nie żebym twierdził, że moje poprzednie było nieskuteczne, wręcz przeciwnie! W 3 lata wskoczyłem na bardzo wysoki poziom, jak na amatora bez przeszłości biegowej. Niestety nic nie trwa wiecznie i organizm, jak już wcześniej napisałem, nie reaguje wiecznie na te same bodźce treningowe. Ostatni sezon pokazał mi, że zbliżyłem się do ściany, więc czas na zmiany! Dotychczas trenowałem progowo, teraz będę chciał spróbować treningu polaryzacyjnego. Jestem bardzo ciekawy co z tego wyjdzie. Według wielu badań trening polaryzacyjny jest skuteczniejszy niż wszystkie inne sposoby trenowania. A czy tak jest w rzeczywistości to pokaże nowy sezon!

Na koniec statystyki:

  • W roku 2018 przebiegłem łącznie 3650 kilometrów. To o jakieś 435 kilometrów mniej niż w roku poprzednim.
  • Poprawiłem wszystkie swoje życiówki. 10 km – poprawa o 1:02, półmaraton – poprawa o 2:16, maraton – poprawa o 2:57

W roku 2019 obiecuję mocne postanowienie poprawy 🙂