Czytając jeden ze swoich pierwszych wpisów o planach na rok 2018 nie wychodzę z podziwu jak wielkim jestem optymistą. Przy tym mam naprawdę ogromny ubaw, no ale grunt to mieć dystans do samego siebie. Rok 2018 niestety okazał się zderzeniem z brutalną rzeczywistością, a nie szybkim przeskokiem o kolejne kilka poziomów, jak to się działo dotychczas. Planując rok 2019 podchodzę już z o wiele chłodniejszym umysłem i na pewno nie będę tak szarżował „piórem”.

Zdaję sobie z tego sprawę, że dotychczas byłem niepoprawnym optymistą, ale wcale tego nie żałuję. Powiem więcej, pewnie gdybym taki nie był, to nie osiągnąłbym tak dużo w tak krótkim czasie. Myślę, że wyznaczając sobie wygórowane cele jesteśmy wstanie osiągać więcej. Na pewno nie będzie nas sabotował nasz własny umysł, jak to się dzieje w przypadku pesymistów, którzy na prawo i lewo ciągle głoszą depresyjną gadkę w stylu „nie dam rady”, „nie mam formy”, „nie mam predyspozycji” i tak dalej i tak dalej. To taka samospełniająca się przepowiednia. Jesteśmy tym w co wierzymy. Dlatego też dalej chcę pozostać optymistą, ale już nieco bardziej racjonalnym optymistą. Nazwijmy to „optymista przyprawiony racjonalizmem”. 

W roku 2019 nie będę już planował konkretnych czasów jak to sobie pięknie rozplanowałem rok temu. Na tym poziomie po prostu już się tak nie da. Żeby iść jeszcze dalej trzeba cały czas stąpać po kruchym lodzie. Obciążenia treningowe zaczynają być coraz cięższe i nie wiadomo jak zniesie to nasz organizm. Nie wiadomo nawet czy dobrze trenujemy, czy nie przytrafi się jakaś kontuzja po drodze, czy najzwyczajniej w świecie damy radę trenować jeszcze mocniej i więcej.

W tym roku chcę podejść do treningów zadaniowo. Nie będę realizował treningów typu „maraton poniżej 2:30 w 3 miesiące”. Pisząc „zadaniowo” mam na myśli to, że chcę skupić się w głównej mierze na poprawie swoich słabych punktów, które zdiagnozowałem co najmniej dwa. A jest to szybkość oraz motoryka. W zasadzie jest to ze sobą ściśle powiązane. Jeśli chodzi o pracę nad motoryką to zacząłem współpracę z trenerem przygotowania motorycznego, który ma mi w tym pomóc. Przeszedłem test FMS (Functional Movement Screen). FMS to seria 7 prostych testów ruchowych z jasnym i przejrzystym systemem oceny. Podczas tego testu uzyskałem 16 punktów na 21 możliwych, więc podobno jednak nie jest ze mną aż tak źle jak mi się wydawało. Co ciekawe były zadania, w których uzyskałem maksymalną ilość punktów , ale zdarzyło się i takie, w którym uzyskałem zero. Daje mi to jasność nad czym powinienem pracować. Taka wizyta u trenera przygotowania motorycznego daje naprawdę dużą wartość. Myślę, że napiszę na ten temat oddzielny artykuł bo mógłbym pisać o tym jeszcze bardzo dużo. 

Postanowiłem też odwrócić do góry nogami cały mój system treningowy. Nie twierdzę przy tym, że to jak trenowałem wcześniej było pomyłką. Wręcz przeciwnie! W końcu moje wyniki nie wzięły się z kapelusza. Wydaje mi się jednak, że trenując dalej w ten sam sposób nie zaskoczyłbym już niczym swój organizm. Co zresztą pokazał mi rok 2018. Bodźcując ciągle w ten sam sposób organizm, w końcu przestanie on na to reagować. Dotychczas trenowałem progowo, a teraz dla odmiany spróbuję treningu polaryzacyjnego. W skrócie jest to trening, który wymaga bardzo dużego kilometrażu z przewagą  wolnego biegania (około 80%). Pozostałe 20% przeznaczone jest na mocne jednostki interwałowe (HIIT). Treningi z umiarkowaną intensywnością są w zasadzie ograniczone do zera. Nigdy w podobny sposób nie trenowałem, więc będzie to w moim przypadku eksperyment. Jeśli okaże się, że ten eksperyment wypali to na pewno poczynię jakiś dłuższy wpis na ten temat.

Na sam koniec kilka słów o planach startowych. Po pierwsze i najważniejsze zdecydowałem, że na wiosnę nie biegnę maratonu. A dlaczego? Realnie rzecz ujmując nie mam szans na jakiś większy przeskok ze względu na brak szybkości. Może udałoby mi się poprawić, przy dobrych okolicznościach o jakieś 2, 3 minuty, co ma się nijak do mojego głównego celu, czyli złamanie 2:30. Póki co będę startował tylko na dystansach do półmaratonu i zobaczymy co z tego wyjdzie. Aktualnie mam zaplanowane 4 starty:

– Bieg Wiosenny w Chorzowie (10 km)

– Bieg Pawła Lorensa w Tychach(10 km)

Półmaraton Warszawski – start docelowy

– Kęcka Piątka (5 km)

– Wrocław Półmaraton / Bieg Wyrski ( 10 km)

Tak właśnie wyglądają moje plany na rok 2019. Mam nadzieje, że będzie on dużo szczęśliwszy niż rok poprzedni i obrodzi w piękne życiówki!