Moje biegowe cele w roku 2018 związane są ściśle z osiągnięciem konkretnych czasów na trzech dystansach – maraton, półmaraton oraz 10km. Z czego najważniejszym, jak już zdążyłem zdradzić w pierwszym moim wpisie (link) jest dla mnie maraton. To może też od tego dystansu zacznę.

Na wiosnę pobiegnę w Vienna Marathon i w chwili pisania tego artykułu celuję w czas 2:35. W przygotowaniach do tego maratonu pomaga mi Marcin Chabowski. Chyba nikomu nie muszę przedstawiać tego Pana, bo ciężko go nie znać. No, ale jakby ktoś jednak miał wątpliwości kim ów zawodnik jest to zapraszam na Jego stronę (link). Przygotowania póki co idą bardzo dobrze, ale może nie o tym tutaj. O moich przygotowaniach do wiosennego maratonu możecie poczytać w tym artykule (link), lub na bieżąco śledzić sekcje „podsumowanie treningów (link, może jakoś inaczej to nazwę)”. Jeśli wszystko pójdzie z planem i uda mi się złamać 2:35 w Wiedniu, to na jesień planuje złamać 2:30 w Amsterdamie. Tym samym jesienią ma się ziścić moje biegowe marzenie! To tyle o maratonie.

Skróćmy teraz dystans o połowę i przejdźmy do półmaratonu. Cel jaki wyznaczyłem sobie na rok 2018 jest to przebycie tego dystansu w czasie poniżej 1:14. Pewnie zastanawiacie się dlaczego tak mało ambitnie w porównaniu do maratonu? Po prostu taki już ze mnie typ zawodnika. Moją mocną stroną jest wytrzymałość. Nie wywodzę się z bieżni, więc prędkości za młodu nie wyrobiłem. Teraz muszę to właśnie nadrabiać wytrzymałością. Najlepszym tego przykładem jest rok 2017, w którym nabiegałem w półmaratonie 1:19:44, a w maratonie 2:41:59. Przeliczając to na tempo na km, wyszły zaledwie 3 sekundy różnicy. Dodam do tego, że półmaraton biegłem w optymalnych warunkach, a maraton w 26 C i pełnym słońcu. Tak wiem, jestem dziwny. Jeśli chodzi o starty w półmaratonach, to jak na razie mam wybrany tylko jeden – Półmaraton Marzanny, który odbędzie się 18 marca. Chciałbym tam zbliżyć się do 1:17.  Z zaplanowanych startów na tym dystansie jest jeszcze tylko Półmaraton Tyski (w moim mieście), który odbędzie się gdzieś na początku września. Myślę, że to właśnie tam postaram się o czas < 1:14. Oczywiście startów na tym dystansie będzie jeszcze więcej, ale póki co jeszcze nic konkretnego nie wybrałem. Tak swoją drogą półmaratony lubię biegać najbardziej.

No to został nam ostatni dystans, moja pięta achillesowa, czyli 10km. W swojej całej biegowej karierze, może tylko raz byłem zadowolony ze startu na 10km. Zazwyczaj moje starty na tym dystansie kończą się tym, że do mety docieram o 30 sekund + za późno niż bym sobie tego życzył. W tym roku chciałbym jednak mocno potrenować nad szybkością i biegać te dyszki w miarę przyzwoicie. Pisząc „w miarę przyzwoicie” mam tutaj na myśli czas poniżej 34 minut. Na samą myśl o tym tempie zalewa mnie kwas mlekowy,  no ale lubię wyzwania. To tyle jeśli  chodzi o moje biegowe cele na rok 2018. Trzymacie kciuki!