Pomysł na prowadzenie bloga siedział w mojej głowie już od jakiegoś czasu. Jednakże, ze względu na chroniczny brak czasu ciągle przesuwałem go na później. Musiałem dopiero zachorować, żebym w końcu się zmobilizował i powstał mój dziewiczy wpis na blogu!

No właśnie, to mój pierwszy wpis, tak więc istnieje duża szansa, że będzie on po prostu kiepski i dlatego na wstępie proszę o wyrozumiałość. Jestem programistą, czyli umysłem ścisłym i tym samym zdecydowanie do wieszczy nie należę. No, ale co najlepiej zrobić, gdy jesteśmy w czymś słabi? Zacząć po prostu to robić! Na początku będzie pewnie trochę koślawo, słabawo, ale z czasem na pewno się rozkręcę! Dokładnie tak samo, jak jest to z bieganiem. Dlaczego porównałem pisanie postów na blogu do biegania? Bo będzie to blog o bieganiu! Pewnie tych, którzy mnie znają nie zaskoczyłem, pozostałych zresztą też, bo blog jak wygląda, tak wygląda i wskazuje na jedno.

Dobra, koniec rozgrzewki, przejdźmy do konkretów. Kim jestem? Przede wszystkim mam na imię Piotrek i dużo biegam. W zasadzie tyle powinno wystarczyć, bo to najlepsza moja definicja, ale ujawnię nieco więcej rąbka tajemnicy. Bieganiem zajmuję się czysto amatorsko, tak więc przy okazji pracuję na pełen etat w firmie IT i prowadzę takie samo życie jak większość z Was. Mieszkam w Tychach (miasto położone na śląsku, gdyby ktoś przypadkiem nie wiedział). Mam 31 lat (rocznik 86), dlatego też wierzę, że wiekowo wkroczyłem w najlepszy czas dla biegacza długodystansowego. Podobno po 30 można biegać dalej, ale już niekoniecznie szybciej (choć tą teorię akurat notorycznie podważam). Jestem osobą otwartą, wyluzowaną, a wszelką krytykę przyjmuję jak mężczyzna – bije po mordzie (żart). Bieganie to moja pasja, która inspiruje mnie w życiu i mam nadzieje, że niektórych z Was również uda mi się zainspirować. Na swoim blogu będę pisał przede wszystkim o biegowych konkretach. Tak przynajmniej każe mi mój ścisły umysł. Z biegiem czasu może nieco się to zmieni i moja pisarska ręka stanie się nieco luźniejsza. Pisząc „o konkretach” mam tu na myśli:

  • Treningi biegowe i sprawnościowe – od konkretnych jednostek do całych planów treningowych. W tej kwestii moim guru i osobistym trenerem jest sam Marcin Chabowski. Pisząc o treningach biegowych i sprawnościowych będę się starał głównie opierać na książkach i wiedzy profesjonalistów, takich właśnie jak Marcin. Czasami jednak dodam coś od siebie, moją subiektywną opinię i odczucia na dany temat. Poza teorią, będę pisał również o moich postępach i biegowych występach.
  • Porady dietetyczne – które będę opierał głównie na swoich własnych doświadczeniach, jak i tym co dotychczas udało mi się wyczytać i nauczyć. Moją osobistą inspiracją w tym temacie jest moja dziewczyna, która posiada dar tworzenia zdrowych słodyczy! Tak, istnieją takie słodycze, istny Święty Graal, uwierzcie. Za jej zgodą na pewno umieszczę kilka przepisów.
  • Inspiracje biegowe – które napędzają mnie w życiu. Postaram się Was motywować, nakręcać i pokazać jak skutecznie łączyć życie prywatne z bieganiem. Myślę, że nie raz Wam udowodnię, że niemożliwe nie istnieje!
  • Bieganie z psem – tak, mam również swojego podopiecznego. Ten temat to dla mnie nowość i dopiero zbieram doświadczenie. Może tym bardziej będzie to ciekawe. Mój pies ma na imię Achilles i jest Husky’im Syberyjskim (zdjęcie poniżej). Gdy oświadczyłem, że kupiłem psa i będę z nim biegał moi znajomi zaczęli zakładać się kto kogo pierwszy zajedzie. No cóż, zajechać husky’iego? Jak dla mnie misja na marsa.

Na koniec chciałbym jeszcze wspomnieć o moim biegowym celu, przynajmniej na ten rok. W zasadzie ten cel był moim biegowym marzeniem, ale zbyt szybko stał się tak realny, że już chyba nie mogę go tak nazywać. Chciałbym w tym roku złamać 2 godziny i 30 minut w maratonie. Próby będą dwie, jedna na wiosnę w Wiedniu, a druga na jesień w Amsterdamie. Jeśli zdrowie dopisze to myślę, że w Amsterdamie będę miał całkiem spore szanse dokonać tego. Natomiast Wiedeń jest bardzo wątpliwy, ze względu na mały falstart treningowy na początku roku. A powodem było wcześniej wspomniane zdrowie, które wykluczyło mnie prawie na 2 tygodnie od trenowania. No, ale nie ma co narzekać, zachorowałem po raz pierwszy od jakichś 6 lat.

To tyle na początek. Wyszło chyba i tak więcej niż planowałem. Posty postaram się wrzucać w interwale średnio raz na tydzień.