Berlin Marathon

Po osiągnięciu wyniku poniżej 2:30 w maratonie bardzo długo zastanawiałem się nad nowym celem. Nie chciałem żeby był banalny i żeby przede wszystkim był mój. Czyli taki duży kolejny projekt. Wiele osób podpowiadało mi wynik 2:25 w maratonie, mnie z kolei coraz bardziej ciągnęło w góry i ultra. Myślałem chwilę nawet o bieżni. A w końcu, po rozmowie z pewną mądrą osobą postanowiłem iść w to co wychodzi mi najlepiej. Cytuje „trzeba iść tam gdzie żre”.

Co w takim razie wychodzi mi najlepiej? Jakby popatrzeć na wszystkie moje rekordy życiowe, na wszystkich dystansach to nietrudno zauważyć, że im dłuższy dystans tym wynik bardziej wartościowy. Tak zresztą było od zawsze. Kolejną ciekawostką jest fakt, że wszystkie rekordy życiowe pobijam tylko i wyłącznie z treningu maratońskiego. Czy jest to piątka, czy dycha, czy półmaraton, muszę klepać dużo kilometrów żeby podnosić swój poziom sportowy. A to już wiele mówi. Poza tym trening maratoński i sam start w maratonie zdecydowanie daje mi najwięcej frajdy. Nad czym się więc tutaj zastanawiać? Chyba tylko jedynie nad ultra, co niewątpliwie kiedyś nastąpi. Niemniej na chwilę obecną postanowiłem dalej stąpać ścieżką maratończyka i podnieść poprzeczkę do wyniku poniżej 2:20. Ponoć wynik 2:20 w maratonie odróżnia wyczyn od ambitnych amatorów* Czas, więc pokaże czy dołączę do tego elitarnego grona. Wierzę, że mam na to szanse, ale wiem też, że będzie to mega trudne zadanie. Nie ukrywam też, że czuję się już spełniony jeśli chodzi o swoje ambicje sportowe (a to nie ułatwia ) i będę musiał na nowo jakoś rozbudzić ogień. Zachęcam więc do dalszego śledzenia moich poczynań. Trzymajcie kciuki!