Moje pierwsze Mistrzostwa Polski na 10 000m (w Goleniowie) skonsumowane. Smak okazał się słodko-gorzki.

Z jednej strony wypad był bardzo udany. Mogłem zarówno przyglądać się z bliska najlepszym biegaczom w Polsce, jak i z nimi “konkurować”- biorąc udział w tej samej imprezie. Oglądanie Krystian Zalewski w akcji to sama przyjemność. Jego bieg to był wręcz występ artystyczny. A wszystkie te wrażenia mogłem dzielić w towarzystwie osób równie mocno zakręconych na punkcie biegania ( Karol Sokołowski – biegacz długodystansowy , Kasia, Aga, Paweł – dzięki za wspólny wypad). Istna eksplozja biegowych emocji! Czego może chcieć więcej taki biegowy freak jak ja? Z drugiej zaś strony wszystko to kosztowało mnie wiele nerwów. Niemal do samego końca nie wiedziałem czy wystartuję ponieważ organizator postanowił zmienić zasady uczestnictwa na kilka dni przed startem, których na tamten moment nie spełniałem🤬 Gdyby nie Stowarzyszenie Promocji Lekkiej Atletyki Tychy oraz Damianowi Fidor to musiałbym się obejść smakiem. Raz jeszcze wielkie dzięki! Fajnie, że zawsze znajdą się ludzie na których można liczyć!

Moje pierwsze Mistrzostwa Polski na 10 000m przechodzą do historii!
Koszulka startowa od SPLA Tychy

Kolejna kwestia to sam start. Z jednej strony przygotowania do imprezy przebiegły doskonale.

A jednak poraz kolejny impreza docelowa na dystansie 10km okazuje się niewypałem. Już po 2 kilometrze złapałem kryzys i reszta biegu była walką o przeżycie i oddech. Byłem przygotowany na wynik w okolicach 34 minut, a ledwo złamałem 35 min. Parę miesięcy przygotowań i wyrzeczeń żeby poprawić życiówkę o dokładnie 1 sekundę. Sport bywa naprawdę okrutny, ale za to mocno hartuje ducha👻

Podsumowując, pomimo mieszanych uczuć,Mistrzostwa Polski na 10 000m wpisuje jako obowiązkową pozycję startową w swój kalendarz startowy. Tym razem zapłaciłem frycowe, ale za rok będę już bogatszy w doświadczenie i mam nadzieję, że jeszcze wyższy poziom sportowy.