Pamiętam, gdy na moje 30 urodziny dostałem od kumpli 3 litrowego Jacka Danielsa. Będąc pod wpływem alkoholu zażartowałem sobie wtedy, że otworzę go dopiero, gdy złamię 2:30 w maratonie. Ten niewinny żart przerodził się jednak szybko w marzenie.

Wtedy kompletnie nie miałem jeszcze pojęcia w co tak naprawdę się pakuje i co oznacza taki wynik dla amatora bez lekkoatletycznej przeszłości. Myślałem, że będę mógł dalej sobie beztrosko imprezować, a przy tym bawić się w bieganie i w końcu ten wynik „jakoś się nabiega”. Rzeczywistość jednak okazała się nieco bardziej brutalna. Na tyle brutalna, że wywróciła całe moje dotychczasowe życie o 180 stopni. Z weekendowego moczymordy, który większość swoich weekendów spędzał w pubach i na imprezach, przemieniłem się w „semi-pro” zawodnika, który każdy możliwy urlop wykorzystuje na obozy biegowe. Czy było warto? Zdecydowanie tak, ale o tym kiedy indziej.

Przygodę z bieganiem zacząłem jakoś na początku 2015 roku. Oczywiście przez pierwsze lata nie było to nic poważnego. Takie okazjonalne bieganie na czuja. Pierwszą swoją dychę w biegowej „karierze” zaliczyłem z czasem powyżej 50 minut. Nie można, więc też mówić o jakimś wybitnym talencie. Do miejsca, w którym obecnie się znalazłem doprowadziła mnie przede wszystkim determinacja, bardzo ciężka praca i ogromna pasja. Świat biegowy pochłonął mnie bez reszty.

Dystansem, w którym zakochałem się od pierwszego przebiegnięcia był oczywiście dystans królewski, czyli maraton. Bardzo szybko też odkryłem, że jest to dystans, na którym radzę sobie najlepiej, a treningi do niego podbijają mnie najbardziej. Do chwili obecnej moje wyniki na tym dystansie wyglądają tak:

  • 2016 – Orlen Warsaw Marathon: 3:15:45
  • 2016 – Poznań Maraton: 2:58:36
  • 2017 – Gdańsk Maraton: 02:49:57
  • 2017 – Budapest Marathon: 02:41:59
  • 2018 – Vienna Marathon: DNF
  • 2018 – Amsterdam Marathon: 02:39:02
  • 2019 – Frankfurt Marathon: 02:37:57
  • 2021 – Rzeszów Maraton: 02:39:37
  • 2022 – Gdańsk Maraton: 02:35:54

Patrząc na powyższe wyniki ktoś mógłby się zapytać dlaczego akurat teraz miałbym nagle urwać aż 6 minut z maratonu i pobiec poniżej 2:30? Już śpieszę z wyjaśnieniem dlaczego taka myśl urodziła się w mojej głowie właśnie teraz! W sezonie wiosennym udało mi się zaliczyć ogromy progres na krótszych dystansach. Przygotowywałem się głównie do startu w Półmaratonie Warszawskim, gdzie w samotnym biegu nabiegałem 1:12:56. Dwa tygodnie wcześniej udało się również znacząco poprawić 10 kilometrów osiągając czas 33:18 podczas Rekordowej Dychy w Poznaniu. Maraton Gdański pobiegłem tak naprawdę z doskoku. Nie trenowałem pod ten dystans, pobiegłem go tylko po to żeby organizm nie zapomniał co znaczą 42 kilometry. Będąc już po szczycie formy, bez większej spiny na wynik, w samotnym biegu i w fatalnych warunkach pogodowych, nabiegałem z całkiem sporym zapasem przyzwoity wynik. To nastraja dużym optymizmem. Jesienią moim startem docelowym ma być natomiast Berlin Marathon. Maraton, w którym na pewno będę miał całkiem sporą grupę do biegania, który jest najszybszym maratonem na świecie oraz do którego będę już odpowiednio przygotowany. Jeśli do tego równania dodamy jeszcze dobre warunki pogodowe to według mnie może to się udać. Bynajmniej ja w to wierzę 🙂

Przede mną jeszcze niemal 4 miesięczny okres przygotowawczy, który zamierzam solidnie przepracować głównie w górach. Będę się z Wami na bieżąco dzielił moimi treningami oraz postępami. Trzymajcie kciuki za zdrowie, a resztę już sam sobie wypracuje. Już samo to, że doszedłem do punktu, w którym obecnie się znajduje sprawia mi ogromną satysfakcję i spełnienie. Jestem nakręcony i podekscytowany jak nigdy, więc będzie się działo!

P.s po tych wszystkich latach biegania Jack Daniels stoi wciąż nietknięty i czeka na sub 2:30: