Przed wylotem na Teneryfę słyszałem bardzo różne opinie na temat tego miejsca w kontekście obozu biegowego. Jedni mówili, że to wręcz raj dla biegaczy, inni zaś zupełnie coś sprzecznego. Nie mając nic do stracenia bo i tak nie ma gorszego miejsca do biegania niż Śląsk zimą (smog + pogoda),  postanowiłem więc przekonać się na własnej skórze. 

Baza noclegowa

Wybierając miejsce pobytu na wyspie kierowałem się głównie tym żeby było jak najwyżej oraz były w pobliżu jakieś fajne trasy do biegania. Po zgłębieniu tematu zdecydowałem się na Vilaflor. Jest to najwyżej położona miejscowość na Teneryfie, leżąca na wysokości 1417m n.p.m. Vilaflor okazało się naprawdę urokliwą i spokojną wioską, w której aż roiło się od sportowców. Głównie kolaży, no i biegaczy. Jest tutaj kilka dobrych restauracji oraz kawiarni, a także miejsc do wypoczynku pomiędzy treningami.

Pogoda

Teneryfa bardzo mile zaskoczyła mnie pogodowo. W zasadzie praktycznie codziennie było bardzo ciepło i słonecznie. Przez dwa tygodnie nie padało za dnia ani razu i były tylko może dwa dni, gdzie mocniej powiało. Temperatura nad morzem wahała się pomiędzy 25-28 C, a w Vilaflor 15-20 C. Jak na początek lutego to naprawdę miłe zaskoczenie! W takich warunkach trenowało się idealnie. 

Trasy biegowe

Trasy biegowe dostępne nieopodal Vilaflor bardzo przypominały mi to co możemy znaleźć w Szklarskiej Porębie:

Teneryfskie Regle

Ten kto choć raz był w Szklarskiej Porębie i biegał po Reglach łatwo się domyśli, że jest to trasa krosowa. Znajduje się ona zaraz za Vilaflor (około 2km drogi) na wysokości 1600 – 1700m i ciągnie się przez wiele kilometrów (ani razu nie dobiegłem do końca). Profil jest nieco trudniejszy niż na tytułowych Reglach, a pikanterii dodaje oczywiście wysokość. Niemniej trasa jak najbardziej nadaje się na luźne wybiegania. To właśnie tam realizowałem większość spokojnych treningów.

Początek trasy tutaj

P.s.

W tym miejscu niestety przytrafił mi się bardzo przykry incydent. Po jednym z treningów zastałem wybitą szybę w samochodzie i zostałem okradziony. Zniknęły mi z bagażnika  3 pary butów biegowych i trochę ciuchów. Dlatego warto uważać i nie zostawiać niczego cennego w samochodzie. Warto też zostawiać uchyloną szybę, żeby potencjalny złodziej po prostu sobie otworzył samochód i nie znalazł niczego cennego. Taki pro tip od znajomych biegaczy 🙂 

Teneryfski Zakręt Śmierci

Jest to trasa, która do złudzenia przypomina słynny Zakręt Śmierci w Szklarskiej Porębie. Po pierwsze również zaczyna się od ostrego zakrętu, po drugie jest to również droga asfaltowa i po trzecie profil jest niemal identyczny. Trasa znajduje się około 15km od Vilaflor na wysokości około 2000m n.p.m. W tym miejscu realizowałem wszystkie biegi ciągłe w drugim zakresie, long run’y oraz kilka lekkich wybiegań. Podczas treningów w tym miejscu można podziwiać słynny wulkan Teide oraz nietypowy pustynny krajobraz. Było to zdecydowanie moje ulubione miejsce do trenowania! Warto jednak mieć na uwadze fakt, że jest to szlak bardzo często uczęszczany przez turystów i od godziny 11 do 16 jest tam dość spory ruch samochodowy. Po tych godzinach jest bardzo spokojnie i bez problemu można biegać. 

Trasa znajduje się tutaj

Teneryfskie Jakuszyce

Ogromna przestrzeń, piękne widoki, krosik i hipoksja pełną gębą. Tak w kilku słowach opisłabym Teneryfskie Jakuszyce. Trasa ta znajduje się już nieco dalej od Vilaflor, na wysokości 2100-2200m n.p.m. Trzeba liczyć na dotarcie około 30 minut samochodem. Niemniej zdecydowanie warto. Trasa ze względu na wysokość oraz profil jest dość wymagająca. Przynajmniej przez pierwsze 5-6 kilometrów. Później się wypłaszcza i można spokojnie cisnąć nawet biegi ciągłe przez wiele kilometrów. Polecam tą trasę głównie na wycieczki biegowe.

Trasę znajdziecie tutaj

Teneryfski stadion im. Wiesława Kiryka

No dobra tutaj mała przesada. Poza widokami na góry ze stadionu i kolorze tartanu podobizn nie ma. Niedaleko morza, w miejscowości Los Cristianos za jedyne 3 euro mamy do dyspozycji piękny 8-torowy stadion, na którym znajdziemy mnóstwo sprzętu (płotki, sztangi, piłki lekarskie itp.). Na stadion musimy liczyć półgodzinną wycieczkę z Vilaflor i stety lub niestety (zależy dla kogo) znajduje się on na poziomie morza, więc hipoksji nie zaznamy. Dla mnie osobiście jest to akurat zaleta, ponieważ na stadionie realizuje i tak tylko najmocniejsze jednostki treningowe, których nie byłbym w stanie zrealizować na wysokości (mam doświadczenie z Livigno).

Stadion znajdziemy tutaj

Nadmorska promenada

Jeśli jesteśmy już zmęczeniu górami lub po prostu dla odmiany chcielibyśmy podbiegać nad morzem to oczywiście jest taka możliwość. Na południu wyspy w miejscowości Los Cristianos ciągnie się długa, płaska promenada, gdzie możemy bić kilometrów do woli. Mi tam udało się zrealizować jednego mocniejszego long run’a oraz kilka wolnych wybiegań. Po treningu możemy od razu schłodzić się w oceanie i odpocząć na plaży. 

Jak widać możliwości jest naprawdę bardzo dużo i każdy znajdzie coś dla siebie. Ja osobiście podpisuje się dwiema rękami i nogami pod stwierdzeniem, że Teneryfa to raj dla biegaczy!