jedzenie

Z racji tego, że parę już osób pytało mnie jak się odżywiam oraz suplementuję, a ja obiecałem, że w końcu poczynię taki artykuł, więc o to i on! Nie będę tutaj rozwodził się nad tym jak dokładnie działa każdy suplement, czy podawał przepisy kuchenne bo jest tego w sieci naprawdę dużo. Skupię się raczej jak to wygląda u mnie i dlaczego tak, a nie inaczej. Nie mam też zamiaru głosić tutaj żadnej prawdy objawionej, bo taka według mnie w przypadku odżywiania nie istnieje. To jest bardzo indywidualna kwestia i to już każdy z nas powinien na bieżąco analizować co nam służy, a co nie.

Odżywianie

Moje odżywianie to nie żadne tam Rocket Science i jest ono w miarę proste. Nie jestem fanem żadnych konkretnych diet, czy zboczeń żywieniowych. Staram się kierować zdrowym rozsądkiem oraz tym co podpowiada mi mój własny organizm. Bazuję też na tym co w kwestii odżywiania ma do powiedzenia WHO. Jest to największa na świecie organizacja zdrowia i to do niej mam największe zaufanie. Chyba nie umiałbym zaryzykować i przerzucić się na zasady stosowane przez jakieś niszowe sekty dietetyczne. Ja osobiście przyjąłem sobie kilka konkretnych zasad, których staram się trzymać:

  1. Po pierwsze staram się jeść zdrowo. A w moim mniemaniu, oznacza to głównie unikanie żywności przetworzonej, białego cukru i tłuszczów trans.  
  2. Jem jak najmniej mięsa. Po prostu mi ono niezbyt służy. Mam po nim ciężko na żołądku i średnio się czuję. W zasadzie mięso jadam tylko okazjonalnie (1 -2 razy na tydzień). A czy jest ono niezdrowe? Nie wiem…Jeden rabin powie tak, a inny inaczej.
  3. Unikam glutenu jak ognia. Nie żeby to była jakaś moja fanaberia. Uwielbiam produkty zawierające gluten, ale po prostu od jakiegoś czasu fatalnie się po nim czuję i mam coś w rodzaju alergii. Muszę to jeszcze konkretniej zdiagnozować…
  4. W najcięższych okresach przygotowawczych nie piję praktycznie alkoholu. Nie ułatwia on regeneracji i przy dużych obciążeniach treningowych spożywanie go to nic innego jak strzał w kolano.

A jak to wygląda u mnie w praktyce? Przykładowy dzień tygodnia:

Śniadanie (5:15):

Przykład nr 1: angielskie śniadanie: fasolka, pieczarki, 2 sadzone jajka.

Przykład nr 2: jajecznica z 3 jajek z pieczarkami oraz cebulą.

Przykład nr 3: makrela z sałatką warzywną.

+ suplementy

Drugie Śniadanie (9:00):

Przykład nr 1: płatki kukurydziane pomieszane z płatkami jaglanymi lub ryżowymi oraz bakaliami (na mleku roślinnym).

Przykład nr 2: owsianka z owocami.

Przykład nr 3: budyń jaglany z owocami

Lunch (12:00):

Przykład nr 1: makaron ryżowy z tofu, orzechami, imbirem, zieloną fasolką, brokułami, cebulą i czosnkiem + przyprawy.

Przykład nr 2: naleśniki z twarogiem, miodem i bananami (ulubione 😊).

Przykład nr 3: Kasza gryczana z warzywami.

Przekąska (15:00):

Przykład nr 1: Jogurt z owocem.

Przykład nr 2: Sałatka warzywna.

Kolacja (19:00 – 20:00):

Coś podobnego jak w przypadku drugiego śniadania + smoothie (pomarańcz, cytryna, pół natki pietruszki, miód, moringa) + suplementy.

Jak widać nie ma tutaj niczego nadzwyczajnego, no może poza tym glutenem 😊 Na chwile obecną taka dieta służy mi całkiem nieźle. Każdego dnia mam wysoki poziom energii, a podczas treningów nie ma żadnych żołądkowych rewolucji. A czy jest idealna? Tego nie wiem. W tym roku zamierzam zrobić mały przegląd organizmu pod kątem ewentualnych braków oraz wykonać testy pokarmowe, które pokazują jakie mamy nietolerancje itp. Dla mnie kwestia odżywiania jest dość istotna i nie tylko w kontekście biegania. To jest w końcu nasze paliwo i jak odpowiednio zadbamy o jego jakość to nasze życie może wskoczyć na wyższy poziom. Tak to przynajmniej wyglądało u mnie. Kiedyś, gdy kompletnie nie zwracałem uwagi na to co jem, łapałem dziwne zjazdy energetyczne, czy duże spadki nastroju. Na chwilę obecną to mnie w zasadzie nie dotyczy.

Żywieniowe grzeszki

Ok, ale czy aby na pewno jestem taki święty jeśli chodzi o odżywianie? 😊 Niestety nie. Mam również swoje grzeszki. Mniej więcej dwa razy do roku, po docelowych startach zachowuję się jakbym nie jadł parę dni. Jestem wtedy chodzącym przewodem pokarmowym i pochłaniam wszystko co mi stanie na drodze. Wtedy też jakby więcej pije alkoholu. Taki stan utrzymuje się od tygodnia do dwóch. Później wszystko wraca do normy. W końcu też trzeba się odchamić 😊 Poza tym daje sobie przyzwolenie na jeden grzeszek w ciągu tygodnia i zjadam jakiś kawałek sernika. A tak to więcej grzechów nie pamiętam!

Ten artykuł utnę w tym miejscu bo nie chciałbym tworzyć jakiegoś żywieniowego tasiemca. O suplementacji będzie w części drugiej. Myślę, że będzie o wiele ciekawiej. Choć mam nadzieje, że ta część również Wam smakowała, yyy…tzn. podobała się!