Wyznacznikiem udanego sezonu, w każdym profesjonalym sporcie są osiągane wyniki. Chociaż moje bieganie jest oczywiście na poziomie amatorskim, to jest to również moje kryterium sukcesu. Bieganiu poświęcam znaczną część mojego życia, a przekraczanie własnych granic jest tym co mnie napędza najbardziej!

Zdobycze sezonu lato-jesień 2021

Z czystym sumieniem mogę powiedzieć, że rok 2021 był dla mnie przełomowym. Po około 3 latach niemal całkowitej stagnacji, w końcu coś się ruszyło! W poprzednich latach pomimo ogromu włożonej pracy poprawiałem się o dosłownie sekundy, co nieraz przyprawiało mnie o frustrację. Jedyne co mogłem robić to sie nie poddawać, dalej robić swoje i wierzyć, że kiedyś to się zmieni. No i zmieniło się! Jesień obrodziła w wysyp naprawdę fajnych życiówek na niemal każdym dystansie. A jeśli miałbym wytypować start, z którego jestem najbardziej zadowolony w tym sezonie , to byłby to na pewno Tyski Półmaraton, na którym uzyskałem czas 1:14:41. Jest to wynik lepszy aż o 2 minuty i 25 sekund od poprzedniej życiówki co oznacza niezły skok jakościowy. Ponadto mocno poprawiłem się również na dystansie 10km, uzyskując wynik 34:14 również w Tychach podczas jednego z biegów Grand Prix. A pomyśleć, że przez wiele lat męczyłem się z granicą 35 minut, a tym czasem bardzo mocno zbliżyłem się do 33 z przodu. Warto dodać, że ten wynik nabiegałem bez żadnego taperingu, po prostu jako akcent treningowy. Kto wie, może w innych okolicznościach 33 byłoby już z przodu, no ale nie ma co gdybać, przyjdzie na to jeszcze czas. Na koniec sezonu, startując dzień po dniu, na nieco wydłużonej trasie, uzykałem również rekord życiowy na dystansie 5km (16:52). Nie ma co ukrywać, zdrowie i forma dopisywały. A objawiało się to nie tylko w wynikach, ale i bardzo długim oraz owocnym sezonie. Startowałem dosłownie tydzień po tygodniu, a nawet dzień po dniu, za każdym razem uzyskując wyniki, z którch byłem mocno zadowlony. Czułem się cały czas w gazie, mentalnie byłem mocno nakręcony i po prostu odcinałem kupony. Dla mnie to coś nowego. Każdy kto mnie zna, wie że nigdy za wiele nie startowałem i wypalałem się po zaledwie dwóch, trzech startach. Tym razem było inaczej!

Poza wynikami był to również doskonały sezon pod kątem turystyczno-obozowym. Spędziłem łącznie 6 tygodnii w górach z fajnymi ludźmi, gdzie oczywiście szlifowaliśmy wspólnie formę. 4 tygodnie urzędowałem w mojej ulubionej polskiej miejscówce Szklarskiej Porębie oraz dwa tygodnie w krainie krwinek, pizzy i kawy – Livigno. O ile świat nie skovidzieje do reszty to na pewno w przyszłym sezonie tam wracam. A poniżej kilka zdjęć z najfajniejszych chwil sezonu lato-jesień 2022.

Skąd taka nagła poprawa?

Ciężko jasno wskazać powód dla którego tak mocno nagle się poprawiłem po latach stagnacji. Ludzie zazwyczaj szukają świętego grala, który dałby jasną odpowiedź typu „poprawiłem się bo xyz”. Ja osobiście uważam, że powodów mogło być wiele, a wszystko po prostu złożyło się w fajną całość. A do tych powodów zaliczam:

  • Porządnie wykonana baza zimą oraz multum treningów technicznych pod okiem Agnieszki Gortel-Maciuk.
  • Poprawione parametry krwi. Tutaj wielką zasługę przypisuje mojemu sponsorowi Nowy Jantar – Ośrodek Medycyny Naturalnej, który wspierał mnie swoimi produktami cały sezon.
  • Mądry i spokojny trening z dużą objętością. W sezonie letnio-jesiennym nie wykonałem w zasadzie ani jednej jednostki treningowej, która by mnie jakoś mocno sponiewierała. Wszystkie akcenty były robione z zapasem, bez katowania się i z dużą liczbą krótkich powtórzeń. Zdecydowaną większość akcentów biegałem docelowym tempem półmaratońskim. Dzięki takiemu podejściu mam wrażenie, że moja forma cały czas sukcesywnie szybowała w górę. Ja przy tym czułem się najzwyczajniej w świecie „zdrowszy i silniejszy”. Mocne killery treningowe zawsze sprawiały, że czułem się totalnie rozsypany, a organizm nie mógł dojść do siebie przez wiele dni.
  • 6 tygodnii treningów w górach, w tym 2 tygodnie na wysokości powyżej 1800m. Przełożyło się to także na poprawę wyników krwi. Po powrocie z Alp hemoglobina podskoczyła mi aż o prawie 1 g/dl. Jak na 2 tygodniowy pobyt to bardzo dużo.
  • Dbałość o regenerację. W tym przypadku stawiałem przede wszystkim na długi sen, nawet 9-10h. Raczej nie zdarzało mi się zarywać nocy. Na taki komfort mogłem sobie pozwolić w głównej mierze dzięki pracy zdalnej. Ponadto regularnie chodziłem na masaże, rolowałem się, rozciągałem i korzystałem z solanki.

Myślę, że wszystko z powyżej wymienionych miało mniejszy lub większy wpływ na przełamanie stagnacji i poprawę wyników. Odbicie się po latach przestoju naprawdę mocno cieszy i nakręca na przyszłość. Mogę już na poważnie zacząć myśleć o mojej docelowej „misji”, czyli złamaniu 2:30 w maratonie. Czy uda się to w roku 2022? Nie wiem, ale przynajmniej mogę robić już pierwsze przymiarki.