Tyski Półmaraton Piotr Treska

Tychy dobre miejsce. Okazuje się, że nie tylko do życia, ale i również do biegania. Własne „podwórko” okazało się dla mnie po raz kolejny bardzo szczęśliwe. Po raz kolejny to właśnie podczas tyskiego biegu dokonał się przełom w moim bieganiu!  

Ciężka praca popłaca

Mniej więcej rok temu podczas biegu Pawła Lorensa w Tychach udało mi się przełamać po raz pierwszy barierę 35 minut na dychę. Każdy kto obserwuje moje biegowe poczynania wie jak wiele lat i prób było potrzebnych żeby w końcu ta sztuka mi się udała (szczegóły znajdziecie tutaj). A jak to się udało raz to już niemal każda kolejna próba była udana. Zresztą od tamtego czasu wiele w moim bieganiu się zmieniło. A to zaledwie rok. Pękła jakaś bariera w głowie i krótko mówiąc, odblokowałem się. A odblokowałem się do tego stopnia, że tempo 3:30/km stało się nawet realne w kontekście półmaratonu. Niesamowite, prawda? Wiele osób mnie już skreślało, twierdząc, że już szybciej biegać nie będę. Zresztą nie ma co się im dziwić, skoro od paru lat poprawiałem się o jakieś marne sekundy. Nie wiedzieli tylko, że jestem bardzo uparty w dążeniu do obranego celu i nie odpuszczam nigdy. Tak, więc w tym roku zaprzęgłem się do jeszcze cięższej pracy, zaszyłem się w górach na niemal 6 tygodni i orałem srogo. 554 przebiegniętych kilometrów w lipcu, 642 kilometrów w sierpniu. Co mogło się nie udać. Po zjeździe z wysokich gór (Livigno) poczułem niesamowitą moc, a tempo 3:30/km stało się dla mnie naprawdę przyjemne w odczuciach! Tym samym ustawiłem sobie w głowie cel, że na Tyskim Półmaratonie zaatakuję 1:15!  Formę potwierdziłem bardzo fajnym treningiem, który wykonałem w Szklarskiej Porębie: 4 x 3km (3:25-3:30/km + 2km (3:25/km) + 1km w 3:07, wszystko na przerwach około 2min i na zmęczonych nogach. Do tego dołożyłem jeszcze kontrolną dyszkę w ramach GP Tychy. Założenia były takie, żeby na zmęczeniu, z pełnego treningu przebiec ten dystans równo w 35 minut. Wyszło 34:14 i tam samym nowa życiówka na dystansie 10km (poprawiona o 17 sekund). Bez żyłowania i na pełnym luzie. Nie ukrywam, że byłem bardzo pozytywnie nastawiony przed Tyskim Półmaratonem. Wystarczyło niczego nie zepsuć na tydzień przed startem!

Relacja z biegu

Niedziela 5 września powitała nas słońcem, temperaturą maksymalną 18 C oraz całkiem mocnym wiatrem ze wschodu. Warunki nie były więc idealne, ale nie były też złe. Jak na początek września to i tak brałbym to w ciemno. Bywało i po 30 C już na tyskiej połówce. Wystartowaliśmy lekko po godzinie 10:00.  Strategia na bieg była taka, żeby zegarek do 19km biegu wskazywał średnie tempo w okolicach 3:30/km, potwierdzać to co 2,5 kilometra (wiadomo GPS może nas okłamywać) i jeśli to możliwe złapać jakąś grupę. Ostatnie 2km biegu to obrzydliwy podbieg, na który strategię miałem prostą „daje tyle ile pozostało w baku i jak najmniej stracić”. Do mniej więcej 6 kilometra udało się biec w grupie, która już od zdaje się 3 kilometra zaczęła się rozpadać. 5-6 kilometr starałem się już  sam kleić Pawła Buczka, który ostatecznie dość mocno przyśpieszył i tyle go widziałem. Wiedziałem, że odjęcie z tempa kolejnych nawet 3 sekund mogłoby się skończyć dla mnie tragicznie. Postanowiłem więc resztę trasy pokonać jak to zwykle u mnie bywa w pojedynkę. Niemniej reszta biegu ułożyła się idealnie po mojej myśli, a wszystkie swoje punkty kontrolne zaliczałem z dużym zapasem. Na 15 kilometrze miałem zapas ponad 30 sekund do złamania 1:15, więc byłem już całkiem pewien, że się uda! Jeszcze tylko wpie…l od 19 do 21 kilometra na podbiegu i będzie można świętować. Przyznam, że ten podbieg przeorał mnie potężnie. Złapała mnie chamska kolka i przez dwa kilometry musiałem cisnąć z „nożem pod żebrami”. Na szczęście w tym momencie nie istniał ból, który mógłby sprawić, że jeszcze zespuje ten bieg. Metę przeciąłem z wynikiem 1:14:41, zajmując 5 miejsce open, 2 miejsce w kategorii „Najlepszy Polak”, która nie dublowała się z open oraz zostałem 3 najlepszym Tyszaninem. Byłem w niebo wzięty! Cieszy też fakt, że mam już zaliczoną połowę dystansu w wymaganym tempie do złamania 2:30 w maratonie. Czyli mojego głównego celu biegowego.

Na koniec kilka słów o samym tyskim półmaratonie. Z pełną odpowiedzialnością polecam ten bieg każdemu! Organizacja perfekcyjna, klimat niesamowity, dobry ciepły posiłek w opcji wege lub mięsnej po biegu, dużo fajnych nagród. A do tego jak co roku genialne koszulki z fajnym motywem (w tym roku był to na przykład rekin). Dlatego mam nadzieję, że widzimy się już za rok. Dla mnie póki co jest to półmaraton numer jeden w Polsce i to nie tylko ze względu na to, że jest organizowany w moim rodzinnym mieście.  

Koszulki z tyskiego półmaratonu