tyskiPółmaraton

Jeśli miałbym wytypować bieg przed którym najbardziej stresuję się w ciągu roku to bez wahania wskazałbym Tyski Półmaraton. Powodów jest kilka. Po pierwsze jest to bieg rozgrywany u mnie w mieście i mocno zależy mi żeby dobrze wypaść. Po drugie zawsze, wraz z innymi tyskimi biegaczami, już na parę miesięcy przed startem, mocno się na niego nakręcamy i budujemy presję. Po trzecie jest to pierwszy start po letnim sezonie przygotowawczym, więc jest nijako odpowiedzią na pytanie „w jakim miejscu z formą jestem”. A po czwarte to zależy mi żeby organizacyjnie również wszystko było tip top. Na szczęście wszystko wyszło REKORDOWO!

Rekordowy wynik

Kto mnie zna ten wie jak ważne w bieganiu dla mnie jest bicie rekordów życiowych. Nie ukrywam jestem łasy na PB i co sezon do tego dążę na każdym dystansie. W tym roku jednak postanowiłem biec raczej na miejsce, a nie wynik. Wiedziałem jednak, że ma być bardzo dużo osób na mniej więcej moim poziomie i zapewne będzie ostra walka, ale i przy okazji współpraca w grupie. Do tego warunki pogodowe były perfekcyjne, co zwiastowało mocne bieganie. Ja sam czułem, że jestem w naprawdę fajnej formie. Ruszyłem tempem ~3:25/km i czekałem co się wydarzy. Tak jak się spodziewałem, uformowała się całkiem spora ~6 osobowa grupa. Przed nami było jeszcze trzech innych zawodników, których mieliśmy na oku, a jeszcze daleko przed nimi kolejnych trzech, czyli czołówka. Pierwsze szarpnięcie tempa zaplanowałem na wysokości Wodnego Parku, czyli mniej więcej 8km. Zaczyna się tam bardzo długi zbieg, na których to czuję się mocny. Był to idealny moment żeby przetestować grupę i nieco podgonić tych przed nami. Jakie było moje zdziwienie jak się okazało, że nikt nie odpadł. Tempo 3:15-3:20/km przez 3km, a grupa w całości. Z pozytywów to udało się dogonić i wchłonąć tą trójkę przed nami. Kolejny atak zaplanowałem na 13 – 14km, gdzie często zaczyna się kryzys podczas półmaratonów. Niestety ubiegł mnie Filip Inglot i zaatakował nieco wcześniej na Paprocanach. Postanowiłem nie odpuszczać i skleiłem, a zaraz za mną reszta grupy…Wszystko wskazywało na to, że każdy w tej grupie tego dnia był cholernie mocny. Przyznam, że to szarpnięcie nieco bardziej mnie zmęczyło i zacząłem się zastanawiać, czy to przypadkiem ja zaraz nie odpadnę jako pierwszy. Zacząłem sobie powtarzać w głowie, że to przecież ja jestem po przygotowaniach maratońskich i wytrzymałość jest moim atutem. Nie mogłem dopuścić żeby grupa przetrwała do ostatniego kilometra bo byłem w niej najwolniejszy. Walka na finiszu nie wchodziła w grę.  Postanowiłem, wiec zablefować i pomimo dużego zmęczenie szarpnąłem i biegłem na przedzie, żeby przypadkiem tempo nie zaczęło spadać. W końcu rywale zaczęli odpadać i na 19 kilometrze zostaliśmy tylko w trójkę razem z wcześniej wspomnianym Filipem oraz Karolem Sokołowskim. Jakoś przed 20 kilometrem Filip wyrwał mocno do przodu i zabrakło siły żeby go gonić. Widać, że był tego dnia nie do zdarcia. Zaraz po nim oderwał się Karol i pomimo mocnego ostatniego kilometra (3:13) nie zdołałem go już dopaść. Niemniej wbiegając na metę zobaczyłem na zegarze wynik 1:11:40 i nie dowierzałem własnym oczom!

Rekordowy poziom

Poziom zawodów jak na polskie standardy i skalę imprezy był wręcz niewiarygodny. Warto też dodać, że startowali tylko amatorzy, a pierwszy i drugi wynik wśród mężczyzn był lepszy od trzeciego, medalowego miejsca na tegorocznych Mistrzostwach Polski! Żeby załapać się na top 13 było trzeba połamać 1:14, a aż 25 zawodników pokonało barierę 1:20. Wśród kobiet poziom był również bardzo przyzwoity. Zobaczcie zresztą sami na wyniki: https://mktime.pl/wyniki/20220904Tychy.pdf

Rekordowa frekwencja i świetna organizacja!

Trzeba również pokłonić się wobec organizatorów, którzy odwalili kawał dobrej roboty. Impreza została bardzo dobrze rozreklamowana, a po poprzednich latach (a teraz tym bardziej) ciszy się świetną opinią ze względu na klimat i wzorową organizację. Dodatkowo w tym roku została też zmieniona trasa, która jeszcze bardziej uatrakcyjniła cały bieg. Wszystko to poskutkowało rekordową frekwencją. Bieg ukończyło łącznie aż 1645 osób, a zapisanych było prawie 2000 osób. Dla porównania jeszcze 2015 roku udział w półmaratonie wzięło zaledwie 463 biegaczy. Tyski Półmaraton może świecić jako przykład, jak dobrze zorganizować i rozpromować imprezę biegową!